Poniedziałek



                                   
                     Patrząc wstecz, nie zawsze potrafię siebie zrozumieć.  Dlatego  dobrze, że świat się zmienia. Dobrze, że my się zmieniamy...












spódnica, sandały/ Stradivarius
top, okulary/ Diverse

photo Zielony Wąż


P.S
Biorę udział w konkursie Antyradia.
Kto chcę, może mnie wesprzeć i zagłosować
tu

Z góry Dziękuje:)
Czytaj dalej »

Krecha



                                  Sukcesywnie wdrażam pozytywne myślenie, według dwóch zasady, rób to, co sprawia ci radość i zmień wszystko co Cię wkurza. Najpierw zaczęłam od zmian. Łopatologicznie spisałam sobie wszystkie rzeczy, które mnie na co dzień wkurzają i postanowiłam je zmienić, oczywiście na tyle, na ile jest to możliwe. Bo wiecie, od teorii do działania czasem jest bardzo długa droga. Zatem na początek nie są to jakiś spektakularne zmiany, tylko małe kroczki, które pozwalają mi powoli eliminować tę złą energię. Np: często się wkurzam, że nic nie mogę znaleźć w swojej szafie. Może to i banale ale porządek ma bardzo duży wpływ na spokój i harmonie ducha. No więc wypieprzyłam wszystko na środek pokoju i zrobiłam całkowity przegląd, pozbywając się wszystkiego, co zagraca mi życie. Zrobiłam to z każda szafką, półką i szufladą w domu. Przeszło tornado. Kolejną sprawą były włosy. Codziennie potrafiłam narzekać, że byle jak odrastają itd. Więc ruszyłam tyłek i po prostu poszłam do fryzjera. Nie obcięte, a wyrównane od razu lepiej się układają. W ten sposób po kolei wykreślam kolejne pozycję na liście. Ma to swoje podwójne, lecznicze działanie. Po pierwsze zaczynasz coś zmieniać, po drugie nic nie działa bardziej motywacyjnie niż fakt, że można  zrobić kolejną, skreślającą krechę na kartce.













spódnica diverse
koszula cropp

photo Zielony Wąż
Czytaj dalej »

Siksa




                          Sporo myślałam o tych letnich stylizacjach. Nawet zakupiłam parę krótkich spodenek, chociaż na razie podchodzę do nich bardzo sceptycznie. Z jednej strony nie lubię odsłaniać nóg, być może moje tyciowe kompleksy są we mnie mocniej zakorzenione, niż mi się wydawało? dlatego tym bardziej traktuję to jako pewne przekroczenie własnych barier. Jednak z drugiej strony mój obecny sposób  ubierania się, to pozostałość po kryzysie wieku średniego. Skąd się wziął? No więc (ponoć jak na swój wiek) młodo wyglądam, zwłaszcza bez makijażu. Taka siksa z ogólniaka. Do tego jestem jeszcze drobna i niska. Kiedyś mi to nie przeszkadzało, jednak z czasem ta zaleta okazała się sporym utrudnieniem, zwłaszcza w sprawach zawodowych. Dlaczego? bo ludzie oceniają nas po wyglądzie. Jak nas widzą, tak nas piszą i traktują, dlatego mnie, po moim młodym jak na swoje lata wyglądzie, od razu traktowano mniej poważnie. Zatem kiedy skończyłam studia porzuciłam mój codzienny, luzacki wygląd, na rzecz tego bardziej kobiecego. I tu wracam do sedna sprawy, bo nijak mi do tej wizji nie pasują krótkie spodenki. I chociaż wiem, że w tym temacie myślę trochę stereotypowo, to jeszcze nie przerobiłam tego rozdziału. Także wiecie, czas pokaże, chociaż jak to mówią, nic na siłę.












spodnie mohito
top basic

photo Zielony Wąż
Czytaj dalej »

Złoty środek



                             Brakuję mi typowo letnich stylizacji. Może dlatego, że na wakacje wybieram się dopiero we wrześniu? Prawdą jest, że mam w szafie jedną letnią sukienkę i w dodatku maxi. Rzadko odsłaniam nogi i rzadko chodzę w płaskim obuwiu. Oczywiście nie tyczy się to wycieczek do piaskownicy, czy walki o najładniejszego kalafiora na pobliskim targowisku. Wtedy wkładam japonki, dresowe spodenki i zwykłą bokserkę. Nic szczególnego. Natomiast jeśli gdzieś wychodzimy, na miasto, w gości itd. ubieram się tak, jak na zdjęciach. Bez względu na upały są to w 99% długie spodnie i buty na obcasach. Czasem jest za gorąco, czasem zbyt wiele obtarć, ale jeszcze nie rozpracowałam złotego środka. Być może sierpień i zbliżająca się data urlopu pobudzą mnie do jakiejś większej, letniej kreatywności. Tymczasem 32stopnie w słońcu, a ja w długich, czarnych spodniach. No nie ma mocnych:)
                             









                                                                      top New Look
sandały Mohito

photo Zielony Wąż


Czytaj dalej »

Takie lato



                               
                              Nie jestem ani znawcą mody, ani specem od wizerunku. Przy wyborze ubrań kieruję się własną oceną estetyczną, wedle kryteriów, jest fajnie, jest do kitu. Bywa, że na świeżo jestem zadowolona z efektu, po czym patrząc później chociażby na zdjęcia, dopiero dostrzegam, że nie wszystko się skomponowało tak dobrze, jak mi się pierwotnie wydawało. To jest ten istotny element samokrytyki, który pozwala mi się rozwijać, korygować i naprawiać modowe błędy. A jeśli o nie chodzi, to daleka jestem od oceniania innych, bo sama noszę się tak, jak mi się podoba, ale mimo wszystko jestem wierna idei dress code odnoszącej się nie tyle do okoliczności, co do wieku i figury. Zwłaszcza w lato. Osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mając 60-tkę na karku i rozmiar XXL zakładam na tyłek białe, półprzezroczyste spodnie i stringi. Albo noszę obcisłe getry do krótkiego topu, nie mając odpowiednich do tego warunków. Bo można nosić się stylowo, oryginalnie czy nawet kontrowersyjnie, ale z głową. I nawet wiekowa babcia może fajnie wyglądać w jeansach, pod warunkiem, że ma je odpowiednio dopasowane, a nie podkradzione od swojej nastoletniej wnuczki.


                                                                        











P.S Rzadko robię zdjęcia w towarzystwie zieleni, ale ostatnimi czasy poruszamy się tylko po takich terenach, bo niunia może szaleć do woli, bez stresu gleby o beton:)

ponczo vintage
spodnie cropp

photo Zielony Wąż


Czytaj dalej »

Czy jestem szczupła?



                                Kiedyś nosiłam okulary, miałam blond włosy i było mnie ponad 20-ścia kilo więcej. Niewiarygodne prawda? O ile blond włosy dało się przeżyć, chociaż przy mojej karnacji wyglądałam jak tania podróbka Barbie, to z wagą było dużo gorzej. 
                                     Los tak chciał, że w wyniku choroby przytyłam sporo w bardzo krótkim czasie. Można by rzec, że stało się to niemal z dnia na dzień. Miałam wtedy naście lat, zaczynałam szkołę średnią i nie radziłam sobie z sytuacją. Wiedziałam, że chodzi o moje zdrowie, ale mimo wszystko po wyjściu ze szpitala ciężko było mi zaakceptować siebie, dlatego zaczęłam się odchudzać. Walka trwała 3lata i była bardzo nierówna. Przechodziłam przez różne jej etapy. Od morderczych ćwiczeń, drakońskich diet, aż po nic niejedzenie. Pamiętam jaka byłam z siebie dumna, kiedy udało mi się przeżyć dzień na samym soku pomidorowym. Nie ważne było zdrowie, nieważna była cena, liczyła się tylko myśl, aby schudnąć i mieć lepsze życie. Bo człowiek, który chce schudnąć warunkuję swoje szczęście od spadku wagi ciała. Jeśli będzie 5kilo mniej, to będzie super, jeśli 7kg to już bosko, a 10kg to już wszyscy mnie będą kochać, adorować i świat będzie leżał u moich stóp. Tak więc marzyłam i chudłam. 
                            Pierwotne założenie było takie, żeby osiągnąć wagę 57kilo. Takie było moje marzenie. Tymczasem gdy wskaźnik pokazał 56kilo pomyślałam, że jeszcze ze dwa kilo i już. Kiedy ważyłam  52kilo myślałam jeszcze do 50-tki. I tak w nieskończoność, bo to działa jak pułapka, a ja właśnie w niej tkwiłam. Nie słuchałam nikogo. Miałam już początki bulimii, ale wciąż twierdziłam, że świetnie sobie radzę. Pamiętam, jak kiedyś przyszłam po siostrę pod jej szkołę. Powiedziała mi później, że jej koleżanki na mój widok pytały, czy czasem nie jestem chora. A przecież ja chudłam i czułam się tak dobrze. Z perspektywy czasu myślę, że opamiętałam się w ostatnim momencie i to całkiem przez przypadek. Po prostu wpadło mi w ręce moje zdjęcie z jakiejś imprezy, notabene nawet nie wiedziałam, że ktoś mi je zrobił. Wyglądałam na nim strasznie, zapadnięte policzki, wystające kości obojczykowe itd. Ale to, co mnie wtedy najbardziej przeraziło, to myśl, że ja pamiętałam tamten dzień i że czułam się wtedy super atrakcyjnie, a na zdjęciu ważyłam jakieś 41kilo i miałam same gnaty na wierzchu. Tego w ogóle nie widziałam. To był dla mnie szok.
                         Dzisiaj jestem już dobrych kilka lat po tamtych wydarzeniach. Kończę 32lata i ważę 48kilo. Myślicie, że czuje się szczupła? Codziennie myślę co zjadłam, ile zjadłam i czy jeszcze mogę zjeść, co drugi dzień jestem gruba, a co trzeci zaczynam się odchudzać. Gdybym mogła się cofnąć w czasie i poprosić wtedy kogoś o pomoc, aby móc poradzić sobie z chorobą i jej konsekwencjami, zrobiłabym to, bo po chorobie nie zostało ani śladu, a syndrom odchudzania zostanie już ze mną na całe życie. Ten pieprzony wskaźnik wagi, a wierzcie mi na słowo, bardzo ciężko jest z nim normalnie żyć.                          














Czytaj dalej »

Układanka




                               Kiedy szykowałam zdjęcia do posta, miałam w głowie jedną myśli, że nic nie będę pisać. Wrzucę foty, ulubiony kawałek Guns'ów i wszycho i nie dlatego, że idę na łatwiznę, absolutnie. Powód jest bardziej znaczący. Czuję, że nadchodzi jakiś przesyt, że wszystko, co wychodzi spod mojej klawiatury jest smutne, poważne, i jakieś takie w czarnych barwach. I szczerze wam powiem, mnie samą zaczyna to męczyć. Bo do marudzenia jakoś tak łatwiej jest mi znaleźć powód. Wiecie, lekarze, kolejki, proza życia, brak worków do odkurzacza, których akurat ja używam itd. I bez względu na to, czy dramatyczność sytuacji jest faktycznie bardzo dramatyczna, czy wyssana z palca, to zawsze coś się znajdzie. To trochę jak z puzzlami, zaczynasz układać, masz chęci, czujesz dreszczyk podekscytowania bo krok po kroku widać rezultaty i kiedy dochodzisz już prawie do samego końca, trach!!! wszystko się sypie bo brakuje ostatniego puzzla. I w moim przypadku to jest właśnie ten moment, w którym, aby raz na zawsze pozbyć się stygmatu jak zwykle, muszę odnaleźć swojego.











spodnie,katana SH
top Bershka 

photo Zielony Wąż
Czytaj dalej »