Nie wiem, czy też tak miewacie, ale moim największym wrogiem jest tzn syndrom dresów. W skrócie mogę to sprowadzić do prostej zależność, jeden dzień coś sobie odpuszczę i już na 99%procent wiem, że to samo odpuszczę sobie również w następny dzień. np: ćwiczenia, makijaż, czy zrobienie fryzury. W sumie siedzę z dzieckiem w domu, więc po co się wysilać, można wskoczyć w dresy w poniedziałek i wyskoczyć z nich w piątek. Ale im dłużej odpuszczam, tym bardziej czuje się rozlazła i nieogarnięta. Dzień po demakijażu człowiek jeszcze jakoś się prezentuję, ale już dwa, trzy dni i robi się nieciekawie. Ja wtedy czuję się dokładnie tak, jak wyglądam. Od razu jestem dwa razy bardziej zmęczona, jak po 24godzinach pracy w kamieniołomach. Nie mam nastroju, nic mi nie idzie i syndrom gotowy!Zatem nieustannie z nim walczę, a jak?

Codziennie bez względu na to, czy gdzieś z młodą wychodzę, czy nie robię rano makijaż. Nawet listonosz mnie wtedy nie zaskoczy.

Ścielę łóżka, nie zostawiając żadnych bebechów na wierzchu. Taka prosta rzecz, a człowiek od razu ma inne nastawienie do działania.

Wersja po domu, to wersja po domu, ale w granicach rozsądku. Rozciągnięte, poszarzałe dresy już dawno sobie odpuściłam. W tym po prostu nie da się czuć kobieco. 

Włosy również ogarniam rano, ale ideałem nie jestem, więc zdarza mi się sięgać po suchy szampon (dzięki bogu, ktoś to wymyślił:)

I staram się przede wszystkim trzymać rytmu dnia, nie jakoś obsesyjnie, ale jedzenie śniadania o 12stej w południe to nie jest dla mnie szczyt dobrej organizacji. 

Bo własna organizacja jest naprawdę istotna, a już najciężej się zorganizować samemu wtedy, kiedy nie ma się żadnego przymusu, szefa, czy innego bata nad głową. Wiedzą o tym najlepiej Ci którzy choć raz byli na macierzyńskim i niestety syndrom dresów w tym wypadku z urlopem nie ma nic wspólnego.









spodnie TopShop
tunika Boho G21
marynarka Mohito
wstążka C&A

photo Zielony Wąż





           

                   Każda z nas miewa czasem jakiś kryzys. Twórczy, zawodowy, osobisty, rodzicielski. I nie ma w tym nic strasznego dopóki dajemy sobie przyzwolenie na popełnianie błędów. Zanim to jednak nastąpi trzeba przejść przez te kilka minut, godzin, a nawet dni zwątpienia. U mnie trwa to zazwyczaj kilka dni i w sumie bardzo dobrze, bo dzięki temu mam więcej czasu na rozparcelowanie tematu. A jak sobie z takim kryzysem radzę? Bardzo prosto.

Kilka dni załamuję ręce biadoląc nad niesprawiedliwością świata.

Później dochodzę do bardzo oczywistego wniosku, (dlaczego to, co oczywiste, najtrudniej przychodzi?) że każdy jest kowalem własnego losu. Zatem wyciągam wnioski, szukając przyczyny zaistniałego kryzysu we własnym ogródku, na zasadzie: hmmm dlaczego moje dziecko nie lubi się dzielić,  może zbyt często słyszy "nie ruszaj, to mamusi". 

Znając wroga, wiem jakimi metodami powinnam z nim walczyć. Zatem nie oczekuję, że świat się zmieni, raczej to moje podejście musi się zmienić w stosunku do świata.

Później znowu załamuję ręce nad własną głupotą.

Aż w końcu przestaję się obwiniać i biorę się do roboty, oznajmiając światu swoje ponowne odrodzenie jednym zdaniem, które wypowiadam prosto w oczy, do lustra.   

Walić wszystko, żywcem mnie nie wezmą:)

I u mnie to się sprawdza:)












Jeansy - TopShop/Kate Moss
t-shirt Mango
bomber - Stradivarius

photo Zielony Wąż







                  Miała być recenzja kremu Vichy Liftactiv Advanced Retinol, który stosunkowo niedawno pojawił się na rynku, ale po ostatnim wpisie kosmetycznym dostałam od Was wiele pytań na temat mojej pielęgnacji cery trądzikowej, dlatego postanowiłam stworzyć jeden wpis, w którym przedstawie Wam moje hity kosmetyczne. 




                  Jak wiecie człowiek na błędach się uczy, ale żeby móc je popełniać trzeba niestety eksperymentować. Znacie ten moment, kiedy testujecie kolejny, milionowy już krem, a spektakularnych efektów jego działa wciąż brak? Szperacie więc w internecie, czytacie fora, portale, blogi kosmetyczne aby wyszukać kolejne cudo, które uratuję Waszą skórę? Ja w pewnych momencie miałam już tak serdecznie dość, że przyjęłam już postawę pasywną zakładając, że niestety nic mi nie pomoże i pozostanie mi zaszyć się w jakieś ciemnej dziurze na resztę swojego trądzikowego życia. Jednak moje odbicie w lustrze nie mogło się pogodzić z codziennym wizerunkiem i wciąż kazało mi szukać nowych rozwiązań. Tak więc testowałam już wszystko, od kosmetyków drogeryjnych typu LOreal itd, przez Avony, kosmetyki dermatologiczne jak Dermedic, Iwostin, Pharmaceris, La Roche- Posay, skończywszy na markach takich jak kosmetyki Givenchy i nic, naprawdę nic nie pomogło...


DO CZASU
Do czasu, aż w końcu setny już dermatolog postawił właściwą diagnozę i zaczełam stosować zewnętrznie retinoidy. 

CZYM SĄ RETINOIDY?
  
Udowodniono, że retinoidy, czyli pochodne witaminy A, to jedyne związki, które opóźniają procesy starzenia. Brzmi niewiarygodnie? Która z nas nie chciałaby wyglądać wiecznie młodo, znacznie opóźnić proces pojawienia się zmarszczek i wygładzenia tych już nabytych. Otóż retinoidy to potrafią. Uodparniają skórę na szkodliwe działanie promieni UV, stymulują produkcje kolagenu, a także działają przeciwtrądzikowo. Cały proces ich działania w skrócie można sprowadzić do trzech najważniejszych aspektów czyli złuszczanie - nawilżanie - ochrona filtrami. Jest to bardzo istotna sprawa, gdyż stosownie retinoidów jest bardzo inwazyjne, dlatego podczas kuracji trzeba BARDZO dbać o skórę, a zwłaszcza o jej nawilżenie i właściwą ochronę przed czynnikami zewnętrznymi.







VICHY LIFTACTIV RETINOL

Retinoidy są dostępne tylko na receptę, ale są też delikatne ich formy takie jak min. retinol,  używane w kosmetykach bez recepty. Jednym z takich kosmetyków jest właśnie krem Vichy Liftactiv Retinol. Stężenie samego retinolu jest tutaj największe z możliwych, dostępnych bez recepty. Oprócz samego działania "eliksiru młodości" krem owszem działa przeciwtrądzikowo, ale na skórę, na której wypryski, drobne krostki pojawiają się sporadycznie, a nie są codziennością. Dla osób z dużymi problemami skórnymi takie stężenie okaże się po prostu nie wystarczające.

Zatem co trzeba wiedzieć?
Ja stosowałam wcześniej retinoidy na receptę, więc moja skóra powinna być już zaprawiona w bojach, jednak odczułam obecność retinolu w kremie. Myjemy twarz, stosujemy tonik, bądź płyn micelarny i po około 20minutach nakładamy krem. U mnie natychmiast pojawiło się uczucie mega pieczenia. W większości przypadków jest to normalne odczucie, bowiem tak działa skóra na retinoidy. Kiedy zaczełam stosować retinoidy na receptę miałam odczucie jakby mi poparzyło całą twarz, przy okazji faktycznie byłam tak czerwona, że wyglądało to jak prawdziwe poparzenie.

Retinoidy działają ze spóźnionym zapłonem. Nakładasz krem cztery dni i nic, a po czterech dniach zaczyna wszystko piec i pojawia się kłopotliwe złuszczenie skóry. Skóra staję się wręcz przesuszona i potrzebna jej natychmiastowa kuracja nawilżająca. Zatem krem należy odstawić do momentu, aż skóra  się zregeneruje. Później należy stosować krem optymalnie do reakcji skóry. Ja nakładam go co drugi dzień.


PLUSY I MINUSY

Plusy są takie, że faktycznie skóra jest gładka, bardziej rozświetlona. Ja mam bruzdy mimiczne od uśmiechania się (tak, tak Drodzy Państwo, na codzień bardzo dużo się uśmiecham), które Vichy lekko wypełnił, przez co stały się one mniej widoczne. Nie zniknęły całkowicie, ale stały się bardziej wygładzone, tak jak reszta twarzy. Skóra jest bardziej jędrna, napięta przez co sprawia wrażenie młodszej i świeższej. Naprawdę to widać.

Minusy natomiast są takie, że przede wszystkim przy stosowaniu kremu trzeba uzbroić się w cierpliwość. Pierwsze delikatne efekty widoczne są po około miesiącu stosowania. Krem nie jest zbytnio wydajny, a opakowanie kosztuje 149zł. Do tego wszystkiego dochodzi dyskomfort pieczenia i złuszczenia się skóry, który towarzyszy obecności retinolu w kremie. Nowy, świeży naskórek jest bardziej czerwony, więc koloryt skóry twarzy niestety nie jest równomierny. Dla mnie najbardziej dyskomfortowe jest złuszczenie, które ciężko ukryć po makijażem. Niestety jest to nieuniknione. Jednak nie ma się co zniechęcać, bo jedna skóra zareaguje strasznym złuszczeniem, inna minimalny. Np moja siostra użyła kremu i nie poczuła nic, mnie natomiast palił cały ryjek:)

O CO CHODZI Z TYM ZŁUSZCZENIEM

Pytałyście mnie co to takiego, jak to wygląda itd. Po prostu zrzucamy warstwę skóry, a pod spodem mamy piękny, gładki, pozbawiony krost i innych wykwitów naskórek. Na tym zdjęciu widać dokładnie o co chodzi. Tak wyglądała moja skóra rano, po nocy z retinolem. Widać złuszczenie się skóry i nowy naskórek w postaci czerwonych plam. Taka sytuacja nie trwa stale i trzeba ten etap po prostu przetrwać:) Nie jest to najlepszy moment kuracji, ale efekty jej działania potrafią wszystko wynagrodzić. Aby zapobiec nadmiernemu złuszczaniu się trzeba dostosować częstotliwość nakładania kremu, do reakcji swojej skóry.



WNIOSEK JEST TAKI : Jeżeli chcemy być piękne musimy pocierpieć i zainwestować, bo na pewno nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Produkt nie jest przereklamowany i naprawdę potrafi zdziałać wiele. 





NAWILŻENIE, NATŁUSZCZENIE.

Nawilżenie i regeneracja złuszczonej skóry przy stosowanie Vichy, a także innych, mocniejszych retinoidów jest absolutną koniecznością!!! Przy czym skórze suchej, bardzo suchej samo nawilżenie nic nie da. Takiej skóry nie nawilża się tylko samą wodą, dlatego trzeba stosować takie kosmetyki, które zapewnią utrzymanie wilgoci w naskórku, bowiem tak szybko, jak skórę nawilżymy samą wodą, tak szybko w naturalny sposób w ciągu dnia zostanie ona z niej odparowana. Efekt? ponownie sucha skóra. Dlatego trzeba ją odpowiednio natłuścić, aby zapobiec parowaniu wody z naskórka. Przeznaczone do tego kremy powinny mieć w swoim składzie substancję hamujące parowanie wody, takie jak aminokwasy, kwas mlekowy, hialuronowy, czy mocznik.


Ja w ciągu dnia używam Lipidowego kremu nawilżającego do skóry wrażliwej i suchej dla dzieci od Mixa Baby. Krem ma fajną, lekką konsystencję, szybko koi skórę i łagodzi wszelkie podrażnienia. Czasami nakładam go również na noc 2godziny po kremie Vichy, kiedy skóra mnie zbyt mocno piecze. Ulga natychmiastowa. 

CO JEST WAŻNE

Kremy lipidowe regenerują oraz wzmacniają naskórek, zatem jeśli w codziennej pielęgnacji nie ma elementu złuszczenia, takie kremy na bazie lipidów mogą spotęgować powstawanie wyprysków. 
Krem nakładam rano, pozwalam mu się wchłonąć, po czym nakładam na niego krem tłusty z filtrami dla ochrony. 



FILTRY

Należy je stosować 365 dni w roku bez względu na cerę. Ochrona przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi opóźni znaczenie proces starzenia się skóry. Ja wybrałam kurację lipidową, krem regenerująco ochronny z filtrami UV do cery suchej i wrażliwej Ziaja. Stosuje go pod makijaż w sezonie zimowym. W sezonie letnim zamieniam go na Ziaja med SPF 50+.

ZALETY I WADY

Krem idealnie natłuszcza i chroni skórę. Daje jej przyjemne uczucie nawilżenia i ulgi tak bardzo zabawienne dla skóry suchej. 

Wady natomiast są takie, że moja skóra strasznie się po nim świeci:) Jest to efekt zamierzony w końcu głównym celem kremu jest natłuścić skórę. Mimo wszystko jest to pewien dyskomfort i musiałam się do niego po prostu przyzwyczaić. 




NATŁUSZCZANIE

Oprócz nawilżania w postaci kremu nawilżającego i tłustego, co drugi dzień, ten w którym nie nakładam Vichy z retinolem, regeneruję skórę Alantanem Plus. Kto kiedykolwiek robił sobie tatuaż zna możliwości łagodzące i lecznicze tego preparatu. Na rynku dostępne są dwa o tym samym składzie. Jeden to Bepanthen wersja droższa, drugi Alantan o tym samym składzie, ale o wiele tańszy. Alantan występuje w postaci maści  albo w kremie. Ja używam i tego i tego. Obecnie mam maść. 


WADY I ZALETY
Zatem Alantan ma działanie kojące i regenerujące. Po zastosowaniu go na noc rano moja skóra jest bardzo nawilżona, miękka, delikatna w dotyku. Skóra potraktowana retinolem jest zregenerowana, ukojona. Efekt skóry jak u niemowlaka. 
Minusy. Zarówno maść jak i krem bardzo się kleją, dlatego śpię w jednej pozycji i ze spiętymi włosami. Jest to dyskomfortowe bo każde, nawet najmniejsze paproszki potrafią się przykleić do twarzy. Mimo wszystko efekt wart jest zachodu:)




PODSUMOWANIE
Moja skóra jest bardzo sucha z tendencja do trądziku, więc właściwa pielęgnacja jest czymś bardzo istotnym.

Zatem podsumowując w kolejności 

WIECZOREM

- Codzienne mycie twarzy żelem dla dzieci Mixa albo Babydream. Obecnie dodałam do tego mydełko Aleppo, o którym przeczytałam u Mar i postanowiłam się skusić. 

- później nakładam Tonic bez alkoholu, obecnie Nivea.

- daje skórze chwilę odpocząć i nakładam Vichy, na przemian z Alantanem bądź Mixa Baby. Jeden dzień Vichy, jeden Alantan lub Mixa, później znowy Vichy i tak w kółko.

RANO

- Również myję twarz żelem, mydełkiem, nakładam tonic delikatnie przykładając wacik, nakładam krem nawliżający Mixa, a po jakiś 40minutach krem Ziaja z filtrami i dopiero makijaż. 
Wszystkie kremy, a także podkład, korektor wklepuje w twarz, nigdy ich nie rozsmarowuję, gdyż skóra wrażliwa, złuszczona tego nie lubi. Poza tym  wklepywanie położy złuszczający się naskórek, dzięki czemu będzie on mniej widoczny.

WAŻNE
 
Tych właściwych retinoidów (na receptę) nie mogą stosować kobiety w ciąży. Nie wiem jak jest z małymi stężeniami w kosmetykach, które kupuję się bez recepty. Lepiej to skonsultować z lekarzem prowadzącym.


Tak już na sam koniec wszelkie kremy należy dostosować do swojej skóry, jednak żadnej nie zaszkodzi porządne nawilżenie, w tym wypadku natłuszczenie raz na jakiś czas. Natomiast krem Vichy może być stosowany do każdego typu cery, ale zasady obowiązujące przy jego stosowaniu są jednakowe dla wszystkich typów, czyli retinol- nawilżenie- filtry, dlatego nie jest on dla leniuchów, bowiem cały, codzienny proces działania i ochrony skóry jest czasochłonny i wymaga systematyczności, a także cierpliwości, bo proces złuszczania się nie jest przyjemny i może zniechęcać.

WNIOSEK: Mimo kilku minusów warto się jednak na niego pokusić, w końcu to eliksir młodości, zatem bądźmy naturalnie piękne, młode i do diabła z tym sztucznym photoshopem:)









                       
           Jak każda kobieta lubię zakupy. Często bywa tak, że nie robię ich z natychmiastowej konieczności (chociaż każda kolejna para butów, to zawsze nagła potrzeba), ale ze zwykłej chęci np: poprawy nastroju, lub po prostu połażenie sobie po sklepach. Niestety są to dość zgubne pobudki, bo co sezon pojawia się coś nowego, zatem witryny stale nas kuszą, tym samym wyzwalając w nas nieodpartą pokusę posiadania kolejnego hitu sezonu. Sęk w tym, że czasem ten hit sezonu niczym się nie różni (oprócz metki) od czegoś, co już mamy w szafie od lat. Osobiście staram się podchodzić do zakupów rozsądnie w zasadzie z dwóch powodów. Po pierwsze są to ograniczone fundusze (cosezonowa wymiana ciuchów, to jednak spory wydatek), po drugie ograniczone możliwości garderoby, która jak wiadomo nie jest z gumy. Zatem jak to wszystko pogodzić?

                                  
            Jak wiecie dla własnych potrzeb amatorsko zajmuję się szyciem. Oprócz samego szycia od A do Z umiejętność ta przydaję mi się również we wszelkich przeróbkach typu skracanie, zwężanie itd. To właśnie dzięki temu odkryłam, że czasem najprostsze triki potrafią nadać danej rzeczy zupełnie inny charakter. W ten właśnie sposób narodził mi się pomysł, aby stworzyć cykl wpisów, w których będę się z Wami dzielić moimi sposobami na tuningowanie ubrań. Zatem startujemy:)







                         Na pierwszy wpis wybrałam płaszcz/żakiet w militarnym stylu, tak bardzo obecnie pożądany.  W większości przypadków takie płaszcze mają klasyczny krój na zakładkę. Płaszcz o takim kroju, to ponadczasowy basic, więc każda z Was na pewno znajdzie go w swojej szafie. To co charakteryzuje militarny styl, to głównie wyraziste guziki i pagony. Takie guziki są do kupienia w większości pasmanterii. Później pozostaję już tylko wziąć do ręki igłę z nitką i przyszyć je w miejscu tych poprzednich. Pagony można wykonać z zakładek, które często są przy mankietach, ale nie jest to konieczność. Dodatkowymi plusami jest niski koszt materiałów, w tym wypadku guzików, fakt, że zawsze guziki można z powrotem zamienić, a także sam czas wykonania całego tuningu.  


                  W moim płaszczu miałam tylko dwa rzędy guzików, więc doszyłam dodatkowy trzeci dla lepszego rezultatu. Mam nadzieję, że choć trochę zachęciłam Was do samodzielnego pokombinowania z Waszymi płaszczami, bo jak same widzicie efekt jest całkiem fajny i bardzo przyjazny dla każdego portfela. 














t-shirt Mango
trencz H&M
płaszcz SH

photo Zielony Wąż





















                            

                                       Ostatnio wiele się zmieniło. Śmiało mogę powiedzieć, że doznałam pewnego olśnienia i chociaż brzmi to tajemniczo, to sprawa jest banalnie prosta. Czasami wiele osób, zwłaszcza tych najbliższych zwraca nam na coś uwagę, a my nie chcemy tego słuchać, bo zawsze jesteśmy najmądrzejsi na świecie. Otóż nie zawsze jesteśmy. Zatem albo słuchamy, myślimy, analizujemy, uczymy się i idziemy do przodu, albo stoimy w miejscu. Bo to nie jest tak, że coś nam nie idzie, bo jesteśmy zajebiście dobrzy, a świat po prostu nie jest jeszcze na nas gotowy, nie! Dlatego jeśli coś Ci nie idzie, to usiądź i zastanów się, czy czasem czegoś po prostu źle nie robisz. Jeśli nic nie przyjdzie Ci do głowy, to pomyśl jeszcze raz, a potem kolejny i jeszcze następny, bo zawsze znajdzie się coś, nad czym warto jeszcze popracować, aby w końcu osiągnąć swój cel. Bo nie warto z niego rezygnować, nawet jeśli popełniło się kilka błędów. Warto natomiast je znaleźć i wyciągnąć z nich wnioski, a później będzie już tylko lepiej.









kurtka H&M
golf Promod

photo Zielony Wąż