Cisza



                         W dzień taki jak dzisiaj, kiedy na dworze jest raptem 12stopni, a w mieszkaniu niewiele więcej, kiedy internet wciąż huczy od wyborów prezydenckich to w lewo, to w prawo, a człowiekowi od czytania, aż nóż się w kieszeni otwiera, najlepiej nic nie pisać. Przeczekać, przemilczeć i zostawić to wszystko w spokoju. Co ma być to będzie. Najważniejsze jest to, że każdy ma prawo wyboru.


Zostawiam Was zatem ze zdjęciami i z kawałkiem, który w ten deszczowy dzień towarzyszy mi od samego rana. 












płaszcz H&M
spodnie SH
torebka SH

photo Zielony Wąż
Czytaj dalej »

Tożsamość




                             Bardzo wiele czynników wpływa na to jacy jesteśmy i kim tak naprawdę jesteśmy. Ponoć charakter kształtuję się całe życie. A co z tożsamością? Czy potrafimy ją zachować w każdej życiowej roli? czy w każdej sytuacji i skórze czujemy się tak samo? Stosunek do samego siebie, to często wypadkowa charakteru i samoakceptacji zarówno tej duchowej jak i fizycznej. Niby proste i banalne, ale jak się okazuję powiedzenie sobie do lustra "hej lubię Cię" to nie zawsze taka prosta sprawa. Bo wiadomo, krzywy nos, włosy zbyt mało gęste, jakieś wypryski na czole i uśmiech jakby za mało hollywoodzki. Płytkie prawda? ale zastanawialiście się kiedyś, jak bardzo brak akceptacji swojego wyglądu potrafi wpłynąć na całe życie? Człowiek się zamyka, ucieka, traci moc na każdej płaszczyźnie, bo nie od parady mówi się, że to ładnym ludziom jest w życiu łatwiej. Ja swoją moc straciłam kiedy obcięłam włosy. Moja czarna, natapirowana do granic możliwości czupryna w jakimś sensie była moją tożsamością, określała mnie, definiowała, sprawiała, że patrząc w lustro czułam się sobą. Kiedy zaszłam w ciąże, niestety ją straciłam i tym samym jakiś kawałek ze mnie odpadł. Całość zaczęła się kruszyć, bo chociaż dobrze wyglądałam, to czułam, że jednak czegoś mi brakuję. Ktoś by powiedział co tam włosy, ludzie nie takie mają problemy i ja się z tym również zgodzę. Bo nieważne, czy jesteśmy szczupłe, grube, opalone, blade, z krótkim włosami, z długimi, z biustem, bez biustu, wiemy, że tak naprawdę bez względu na opinie innych, to jaki mamy dzień i jak się ze sobą uczujemy zależy tylko i wyłącznie od tego, czy potrafimy siebie zaakceptować razem z całym bagażem swoich za i przeciw.  I wydawałoby się, że to takie piękne i proste, wszystko w naszych głowach i w naszych rękach, ale dla przykładu niech tylko fryzjer na amen spapra Ci włosy i zobaczysz co się wtedy stanie...Dziwnym trafem przypalisz obiad, wszyscy w pracy będą Cię wkurzali, a na przejściach dla pieszych będziesz non stop trafiać na same czerwone światła. Tak wiem, wiem, nie wygląd w życiu się liczy, no ale przyznaj sama, nie tak właśnie jest?:)









moje włosy na szczęście odrastają, powoli wracam do siebie:)
bluzka no name
kurtka mango
chusta,torebka vintage
bluzka SH

photo Zielony Wąż


Czytaj dalej »

Wyjście awaryjne



                      Wczoraj na klawiaturę cisnęły mi się ostre słowa. Dzisiaj rano spuściłam z tonu. Emocję są złym doradcą i gra nie jest warta świeczki. Po co się denerwować. Podzielę się z Wami jedynie refleksją, która już od dłuższego czasu krąży mi po głowie. Jeszcze do niedawna to hejtowanie było mocno na tapecie. Pod osłoną anonimowości ludzie wylewali swoją żółć na innych. Wciąż to robią, w mniej bądź bardziej chamski sposób. W jakimś sensie przywykliśmy do tego, spływa to po nas, puszczamy to w daleką niepamięć do krainy Nibylandii. Jednak dzisiaj chamstwo, wulgarność, szydzenie, nabijanie się, obrażanie coraz częściej leży po stronie autorów. Swego czasu czytałam wiele blogów o tematyce społecznej, kulturalnej, obyczajowej itd. Teksty pisane były na zasadzie refleksji, lekkim, przyjemnym piórem. Obecnie autorzy piszą z pewną manierą wyższości. Czują się lepsi, bystrzejsi, ich małpy, ich cyrk. Komu się nie podoba, won z podwórka. Przecież mają swoją osłonę popularności, a my to malutkie, głupiutkie pionki. Niejednokrotnie właśnie w ten sposób czuję się jako czytelnik i myślę sobie, że raczej nie tędy droga, ponieważ dla nikogo to nie jest miłe uczucie i dlatego ja już chwyciłam za klamkę, bo zawsze jest jakieś wyjście, chociażby awaryjne.













spodnie, klapki Mango
kamizelka SH

photo Zielony Wąż
Czytaj dalej »

Gamoń



                    Kiedyś poznałam Adama. Adam posiadał magiczną zdolność czytania kilku książek naraz. Bardzo zazdrościłam mu tej umiejętności, gdyż sama mam bardzo kiepską pamięć i szybko tracę wątek. Tracę go do tego stopnia, że dopiero w połowie książki potrafię się zorientować, że już ją kiedyś czytałam. Nawet nie chce wiedzieć, coby się działo gdybym czytała kilka pozycji równocześnie, istna sodoma i gomora. Ta sama przypadłość odzywa się u mnie w kwestii fabuły filmów, nazwisk reżyserów, aktorów, pisarz itd. Pustka. Zawsze wpędzało mnie to w spore zakłopotanie. Kulturalne, inteligentne, studenckie rozmowy na szczycie w oparach dymu i z alkoholem na ustach. A ja szara myszka i tylko yhy, aha, mmmmm. Jeśli usłyszałam np tytuł filmu, to ktoś musiał mi przytoczyć scenariusz i dopiero wtedy jakaś klapka z napisem a tak widziałam zaskakiwała. Pamiętam, że wtedy niemiłosiernie wkurzało mnie, gdy ktoś z wielkim zdziwieniem, naskakiwał no co ty nie znasz???, nie czytałaś???, taka klasyka!!! Do dzisiaj mam uraz do tego typu sytuacji, w których rozmówca oczekuję, że wszystkie wymienione przez niego książki, filmy itd. muszą być znane, że muszę mieć zdanie na poruszony w danym momencie temat, że jeśli nie wiem, nie mam zdania, nie pamiętam, a nazwisko pisarza nic mi nie mówi, to jestem gamoń, tłumok i w ogóle nie wiadomo z jakiej choinki się urwałam. A przecież nie zawsze tak jest i nie ma co generalizować. Wychodzę z założenia, że nie należy mierzyć wszystkich swoją miarą, wedle zasady, żyj i pozwól żyć innym, nawet jeśli nie widzieli wszystkich filmów Woody Allena, Tarantino czy Almodovara.














spodnie, katana SH
koszula H&M
Sandały stradivarius

photo Zielony Wąż

Czytaj dalej »

Ciche rozmowy


                                               
                                             Czasami  zastanawiam się jak się czuje, co czuje, kim jestem. Obnażam się ze wszystkich pozorów codzienności i próbuję się odnaleźć. Nie jest łatwo. Nie jest łatwo tak naprawdę przyjrzeć się sobie, bez żadnej powinności, bez żadnego muszę, tak powinno być, tak po prostu jest. W pewnym sensie jesteśmy zlepkiem tego wszystkiego, zlepkiem, który bardzo chciałby mieć swoją tożsamość. Bo JA to coś więcej niż zakupy, ugotowany obiad, dzieci odebrane z przedszkola i na czas wyciągnięte pranie z pralki, żeby się nie skisło. JA to ucieczka do środka, to wszystkie nasze myśli, emocje. To także pustka i strach, bo każdy w jakimś sensie boi się tego, że w życiu radzi sobie gorzej od innych...












Zdjęcia robiliśmy dzień po tatuażu, także ręka była cała spuchnięta i obolała. Dzisiaj już wszystko super się goi, także jeszcze jedna sesja i w końcu będzie gotowy:)

sukienka Vila
kurtka Mango

photo Zielony Wąż
Czytaj dalej »

Matura



                                      Maj, majówki, kasztany, matury. W domu ojciec zawsze nas gonił do książek. Nie potrafiłam iść do szkoły, jeśli nie nauczyłam się na bieżące zajęcia. Z jednej strony jestem ojcu wdzięczna, bo wypracował we mnie jakąś samodyscyplinę. Z drugiej strony tak bardzo tego nienawidziłam, że z perspektywy czasu wiem, że uczyłam się tylko po to, by mieć święty spokój. Tak to działało. Mogłam robić co chciałam. Były piątki, czerwone paski, stypendia, była i wolność. Mimo tego nie jestem dobrym przykładem perfekcyjnie zdanej matury. Oj nie. O ile matura z polaka i języka niemieckiego poszła gładko, o tyle matura z historii już od samego progu skazana była na porażkę. Spóźniłam się. Sama nie wiem, jak to się stało. Frywolnie paliłam sobie w domu papierosa powtarzając jeszcze jakieś szczątkowe, wymemłane do granic możliwości notatki, kiedy zadzwonił domofon. To była moja wychowawczyni. Krzyczała coś do słuchawki, ze stresu nic nie zrozumiałam. Nie zdążyłam przewietrzyć mieszkania, nie zdążyłam się przebrać, do spodni dresowych w wersji po domu drapnęłam tylko marynarkę i misia, który miał mi przynieść szczęście. Nie przyniósł. Później zdarzyło mi się spóźnić na jeszcze wiele ważnych momentów w moim życiu. Spóźniłam się na obronę pracy licencjackiej z dziennikarstwa, spóźniłam się także na swoją obronę magistra z filozofii. Nie z lenistwa, nie z gramolenia, po prostu tak całkiem szczerze zapomniałam, że wypadało to w danym dniu, o danej godzinie. Wnioski z tego są takie, że dzisiaj zamiast treści egzaminów, to właśnie te historie najbardziej pamiętam, bo szkolna nauka często idzie w las, a karma w genach pozostaję - moja córka też zdążyła się już spóźnić na swoje najważniejsze wydarzenie, urodziła się 10dni po terminie.












spodnie, sweter SH
kurtka H&M

photo Zielony Wąż
Czytaj dalej »

Oper mydlana



                                             Ile razy Twój świat walił Ci się pod nogi? Mój wielokrotnie. Pierwsze poważne trzęsienie przeżyłam, kiedy nie zdałam badania wyników z języka francuskiego. Pamiętam, że przed oczyma miałam już same czarne scenariusze, nie zdanie do następnej klasy, nie dostanie się na studia, praca bez perspektyw, albo żadna. Później takich trzęsień było więcej, z odpowiednio zróżnicowanym natężeniem. Od nieudanych związków, kompleksów, długów, aż po życiorys zawarty w jednej walizce. Wszystko to przeżyłam, chociaż za każdym razem wydawało mi się, że koniec świata właśnie nastąpił, a mnie już nic w życiu nie spotka, oprócz morza wylanych łez i ton wypalonych papierosów. Nie słuchałam wujków dobra rada, którzy zawsze przy mnie byli i z poklepywaniem po plecach zawsze powtarzali, że coś się kończy, coś się zaczyna. Wtedy myślałam, że co oni mogą wiedzieć, przecież nie mają pojęcia o życiu, zwłaszcza o takim, które legło w gruzach. 
                                         Teraz uśmiecham się pod nosem na te wspomnienia, bo właśnie dzisiaj moja córka przeżyła swój pierwszy malutki dramat. Nagle, dla niej niespodziewanie, skończył się płyn do baniek mydlanych (nawiasem mówiąc nie wiedziałam, że domowymi sposobami nie da się go podrobić). Był krzyk, łzy, histeria. Próbowałam łagodzić sytuację mówiąc, że to nie koniec świata i bańki na pewno jeszcze będą, ale patrząc na jej rozpacz wiedziałam, że w duchu myśli sobie "Taaaa będą(chlip)....Stara, co Ty wiesz o moim życiu"... 














 chusta no name
top Vila
spodnie SH
buty Mohito
cekinowy sweter przewiązany w pasie Mohito

photo Zielony Wąż
Czytaj dalej »